Dla mnie miasto, to nie tylko budynki ale i natura, która nas otacza. Wybierając się tylko nad wybrzeże jeziora, które jest wielkie jak morze na północy Polski i końca nie widać, to tutaj przy dobrej przejrzystości powietrza, można dopatrzyć się drugiego brzegu gdzie leży Niagara.

Tym razem nie wychylałam się tak daleko, bo podobało się to co mam tuż przed sobą, naturę żywą, oddychającą a razem z nią  ja. Rozbawiły mnie te ozdoby wiszące ot tak na pobliskich iglastych gałązkach.

 

Woda na tym jeziorze ma to do siebie, że tu zawsze coś się dzieje. W którąkolwiek część wybrzeża bym nie poszła, można się poczuć jak w w nowym miejscu. Zobaczyłam tu niesamowitą ilość różnych odmian kaczek, dziś tylko trzy.

 

Jestem przekonana, że to zwierzątko, co pływało w wodzie, to tchórzofretka (ferret). Znane futra z nich, to elki. Na szczęście to biegało wolne i nawet coś upolowało pod wodą. Chciało by się zobaczyć z bliska, ale dziką naturę można obserwować tylko z daleka.

 

Woda tęczowo migocząca w słońcu.

 

Słońce to zawsze dobry ładunek baterii, ale jak chmury rysują kształty chętnie rozpoznawalne… Wbrew pozorom, nie widziałam co fotografuję no bo jak to zobaczyć coś pod słońce, w domu na ekranie komputera dopiero się zdziwiłam ale jak bardzo ucieszyłam na ten kształt chmurki, tuż przy słońcu.

img_1387_fotor

Reklamy