Co za niedzielny dzień, zaczął się już o 7:30. Wspólna jazda z siostrą do Swarzędza, a! no i szwagier tym razem też. Było miło, siła dopingu dla siostry była najważniejsza.

 

Strzał na start był tak ogromny, ba! no masz, bo to nie był wystrzał z pistoletu startowego, zaproszono myśliwych, i strzał był taki że wszystko z rąk mi wyskoczyło, mimo, że ostrzegali przed siłą strzało, moje wyobrażenie nie poleciało tak daleko, no chyba inaczej, tak głośno.

 

Bieg miał długość 10 km, a moja frajda polegała na podglądaniu ludzi , wypatrywaniu znajomych, którzy mieli lub nie mieli być, przecież nie wszędzie trzeba biegać. Sama nie biegam, ale widzę zapał w ludziach, którzy biegają i jestem pod wrażeniem, że nie trzeba być wyczynowcem sportowym na arenie krajowej, a można też odnosić sukcesy, jeśli nie polskie, to te osobiste. I widząc to motywuje mnie do działania, takiego generalnie pojętego.

Zaskoczeniem dla mnie było, jak wiele osób było ’30-letnich’ czyli urodzonych w latach 30-tych. Najstarszy pan z 1934, a najstarsza pani z 1936, ale było ich więcej, pamiętam tylko jeszcze dwie daty, pani, która dwa lata temu w tym właśnie biegu wygrała nagrodę główną dla uczestników biegi, samochód, a jej rocznik to 1939. Był też pan z 1945r. Jestem pełna podziwu i uznania, bo sama jestem w… połowie mojego życia i jakoś nie kwapię się do biegu.

Dla mnie nie paradoksalnym faktem był bieg siostry, która zwyciężyła z chorobą i już raz wygrała, teraz te biegi, z którymi walczy to tylko małe dogrywki jej wielkiego zwycięstwa. Na metę wbiegła tak biała, że się zaniepokoiłam, przytuliłam do siebie a ona zimna jak kostka lodu i spocona słońcem i wysiłkiem. Szok. Jeszcze większe było we mnie wzruszenie z faktu jej dokonań. 10 km to jednak zbyt długi dystans jeszcze dla niej.

Nie mogło zabraknąć małej migawki z tego dnia. Za muzykę nie odpowiadam, to był czysty spontan a sama takiej muzyki nie słucham. Och, co to był za dzień! Na pamiątkę mam rumianą twarz po wielu godzinach spędzonych na słońcu. Tyle mojego, no przecież też się zgrzałam, tylko inaczej.

bieg w Swarzędzu:

 

Odpoczynek po biegu. Paradoksem stało się, że… Po pierwsze to zdjęcie jest zrobione przez dziurkę w siatce i z bardzo daleka. W domu na ekranie komputera na tym zdjęciu znaleźliśmy naszych znajomych, który tam, na stadionie nie potrafiliśmy zlokalizować.

buuu ha ha, jak w dowcipie o blondynce

IMG_4565_Fotor

Reklamy